Do Trento jechałyśmy pociągiem. Z Mediolanu i okolic podróż zajmuje około 4 godzin, ale najwięcej czasu zjadają przesiadki. W Mantovie i Veronie czekałyśmy łącznie ponad godzinę, ale Trento zrewanżowało się pięknymi widokami i wymarzoną pogodą.
Trento uznawane jest za jedno z bogatszych włoskich miast. Nic dziwnego, położony w bajecznym otoczeniu Wschodnich Alp jest ważnym ośrodkiem turystycznym, szczególnie dla niemców i szwajcarów, a wszyscy wiedzą, że te dwie nacje to przecież kopalnie pieniędzy. Mimo tego, że przemysł stoi tam całkiem mocno, w samym mieście czuje się atmosferę błogości i spokoju. Wszystko jest dopieszczone i pięknie wykończone, od bruku po dachówkę nie znajdziesz tam brzydkiego elementu. Generalnie cacy.
Ale zanim przejdę do centrum miasta, zareklamuję przejażdżkę kolejką linową na szczyt wzgórza, z którego rozciąga się widok na całe Trento. W mieścince Sardagna, znajdującej się na szczycie, właściwie nic nie ma, ale za 5 euro (tam i z powrotem) warto się przejechać, bo widoki są tego warte. Początek trasy znajduje się zaledwie 5 minut spacerkiem od stacji kolejowej, po drugiej stronie torów.
Jak w każdym włoskim mieście, oczywiście trzeba zobaczyć Piazza Duomo, jednak w tym przypadku jest to rzeczywiście przyjemne, klimatyczne miejsce a poza tym dobry punkt orientacyjny. Na środku placu znajduje się fontanna Neptuna, która nie tylko nam służyła jako miejsce odpoczynku.
| Grillowany ser, polenta i grzybki które wymiatały. |
| Ta biała kulka to canederli, biało-zielona paćka to spatzle allo speck, a zielone kulki to strangolapreti |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz