To już koniec października i mam już delikatnie mówiąc dosyć dyniowej obsesji. Co impreza, to kolejne coraz oryginalniejsze pomysły na halloweenowe jedzenie. I choć na dynię nie mogę już patrzeć pomarańczowe danie musiało zaistnieć w moim menu. Tak powstał krem marchewkowy, uznany przez gości za zupę miesiąca (pewnie dlatego, że to jedyna zupa, jaką w tym miesiącu ugotowałam).
Potrzebujemy:
0,5 kg marchewek
2 ziemniaki
zieloną pikantną papryczkę
dużą cebulę
oliwę z oliwek
gałkę muszkatołową
curry
bazylię
sól, pieprz
pestki dyni do ozdoby
Zaczynamy:
Obrane i przekrojone na pół marchewki i ziemniaki wrzucam do zimnej wody i gotuję. W tym czasie na małej patelni rozgrzewam oliwę, dodaję cebulę i paprykę. Kiedy cebula będzie już zrumieniona a papryka miękka dodaję curry, gałkę muszkatołową i odrobinę soli. Odstawiam z ognia, cebula będzie czekać na swoją kolej.
W tym czasie marchew powinna już się gotować. Kontroluję jej miękkość. Dodaję sól, pieprz, bazylię i odrobinę gałki. Kiedy warzywa są już miękkie odlewam 300 ml wody do miseczki a warzywa odcedzam w durszlaku. Na dno garnka w którym gotowałam warzywa wlewam odrobinę oliwy i wrzucam cebulę z papryką. Dodaję marchewkę z ziemniakami i wywar z miski (nie wlewam wszystkiego na raz, warto część wlać dopiero po zmiksowaniu, wtedy łatwiej ocenić konsystencję). Kiedy wszystko razem się zagotuje miksuję zupę bardzo dokładnie i w razie potrzeby dodaję więcej wywaru. Podaję z pestkami dyni lub crostini.
czwartek, 31 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Bardzo czekoladowe muffinki
Od dłuższego czasu szukałam przepisu na czekoladowe muffinki. Przetestowałam kilka wersji i żadna nie sprostała moim oczekiwaniom. Postanowiłam więc zaufać swojej intuicji i stworzyć coś swojego. Wykorzystam je na halloweenowym przyjęciu, ale o tym później.
Potrzebujemy:
100 g czekolady mlecznej
125 g masła
200 g cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
200 g mąki pszennej
4 jajka
4 łyżki kakao
cukier puder do posypania
Zaczynamy:
W rondlu rozpuszczam masło i czekoladę. Gdy masa jest gotowa dodaję biały i waniliowy cukier i dokładnie mieszam. Masa jest teraz lekko grudkowata. Gdy trochę wystygnie przekładam ją do większej miski i wbijam pojedynczo jajka w między czasie dokładnie mieszając. Ciasto powinno być teraz jednolite i bardziej wodniste. Dodaję kakao i mąkę. Dokładnie rozcieram całą masę. Przekładam do gumowych foremek do wysokości 3/4. Wkładam do piekarnika rozgrzanego do 200C na 40 minut. Po wyjęciu posypuję cukrem pudrem.
Prezentują się tak:
Potrzebujemy:
100 g czekolady mlecznej
125 g masła
200 g cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
200 g mąki pszennej
4 jajka
4 łyżki kakao
cukier puder do posypania
Zaczynamy:
W rondlu rozpuszczam masło i czekoladę. Gdy masa jest gotowa dodaję biały i waniliowy cukier i dokładnie mieszam. Masa jest teraz lekko grudkowata. Gdy trochę wystygnie przekładam ją do większej miski i wbijam pojedynczo jajka w między czasie dokładnie mieszając. Ciasto powinno być teraz jednolite i bardziej wodniste. Dodaję kakao i mąkę. Dokładnie rozcieram całą masę. Przekładam do gumowych foremek do wysokości 3/4. Wkładam do piekarnika rozgrzanego do 200C na 40 minut. Po wyjęciu posypuję cukrem pudrem.
Prezentują się tak:
niedziela, 29 września 2013
Frittata z oliwkami i cukinią
Kiedy jesteś we Włoszech przez dłuższy czas przychodzi taki moment, w którym nie możesz już patrzeć na pasty, pizze, risotta i focaccie. Masz dosyć wszechobecnej mozzarelli a na dźwięk słowa polenta reagujesz niekontrolowanymi mdłościami. Mnie to właśnie dopadło, a przy okazji jestem osobą, która często zadaje sobie pytanie: "co zrobić żeby się nie narobić? Zawsze więc stawiam na potrawy, które nie narobią mi problemów. W związku z tym dziś będzie włoski omlet.
Potrzebujemy:
5 jajek
ciasto filo
jedna średnia cukinia
4 łyżki drylownaych oliwek
4 plasterki prosciutto crudo
grana padano do posypania
świeża rucola
suszona bazylia
suszony rozmaryn
łyżka masła
sól
pieprz
oliwa z oliwek
Zaczynamy:
Okrągłą formę smaruję masłem i wykładam ciastem filio tak by dokładnie przylegało do brzegów. Wkładam formę do rozgrzanego do 200C piekarnika na 5 minut. W tym czasie roztrzepuję całe jajka razem z solą, bazylią, pieprzem i rozmarynem. Pdstawiam i przygotowuję dodatki: cukinię kroję w kostkę, oliwki przekrajam na połówki a prosciutto tnę nożyczkami na niewielkie kawałki. Na patelnię z oliwą wrzucam najpierw cukinię, następnie prosciutto i oliwki. Po ok. 10 minutach przekładam zawartość patelni na wyjęte wcześniej ciasto. Rozkłądam równomiernie i zalewam jakami. Jajka powinny równomiernie pokryć wszystkie dodatki. Na koniec posypuję świeżą rukolą i serem grana padano. Wstawiam do piekarnika na ok. 15 minut, by jajka mocno się ścięły a ser roztopił. Buon appetito.
Potrzebujemy:
5 jajek
ciasto filo
jedna średnia cukinia
4 łyżki drylownaych oliwek
4 plasterki prosciutto crudo
grana padano do posypania
świeża rucola
suszona bazylia
suszony rozmaryn
łyżka masła
sól
pieprz
oliwa z oliwek
Zaczynamy:
Okrągłą formę smaruję masłem i wykładam ciastem filio tak by dokładnie przylegało do brzegów. Wkładam formę do rozgrzanego do 200C piekarnika na 5 minut. W tym czasie roztrzepuję całe jajka razem z solą, bazylią, pieprzem i rozmarynem. Pdstawiam i przygotowuję dodatki: cukinię kroję w kostkę, oliwki przekrajam na połówki a prosciutto tnę nożyczkami na niewielkie kawałki. Na patelnię z oliwą wrzucam najpierw cukinię, następnie prosciutto i oliwki. Po ok. 10 minutach przekładam zawartość patelni na wyjęte wcześniej ciasto. Rozkłądam równomiernie i zalewam jakami. Jajka powinny równomiernie pokryć wszystkie dodatki. Na koniec posypuję świeżą rukolą i serem grana padano. Wstawiam do piekarnika na ok. 15 minut, by jajka mocno się ścięły a ser roztopił. Buon appetito.
wtorek, 24 września 2013
Sztuka podróżowania
Zachłysnęłam się Włochami. Od razu chciałam zobaczyć wszystko. Fakt, moje pierwsze tygodnie pobytu przypadły na sezon wakacyjny, więc chciałam również wykorzystać ładną pogodę. Podskórnie jednak bałam się, że nie zdążę, że nie zaliczę, że coś mi umknie, że kiedy wrócę do Polandu lub wyniosę się do innego kraju, przypomnę sobie o jakimś miejscu w moich ukochanych Włoszech, które mi się zawieruszyło w planach. Dlatego jak szalona organizowałam wycieczki wszędzie gdzie się dało. Wykorzystałam każdy weekend, ani przez chwilę się nie nudziłam. Nadal nie mogę powiedzieć, że znam Włochy (i pewnie nigdy nie będę mogła tak powiedzieć), ale czuję się tu doskonale.
Teraz przyszedł czas na wyciszenie. Kilka ostatnich dni spędziłam nad Lago di Garda a potem w liguryjskim Rapallo. Miałam czas na przemyślenie mojego stylu podróżowania, bo nagle okazało się, że również do tego trzeba dojrzeć i wybrać swoją drogę. Trochę zajęło mi zrozumienie moich własnych preferencji, ale w końcu się udało. I teraz mogę przedstawić mój sposób na udany urlop.
1) Nie nastawiam się - i nie chodzi tu o brak przygotowania czy planu, ale o listę oczekiwań. Podczas podróży nie można zaplanować wszystkiego i konieczny jest pewien margines. Może sie wydarzyć dużo, niekoniecznie złych rzeczy. Wiele razy mój misterny plan wakacyjny brał w łeb, ale w zupełnie naturalny sposób zastępowany było nowym, lepszym, który po prostu wcześniej nie przyszedł mi do głowy. Nie robię też listy miejsc które MUSZĘ zobaczyć. Ograniczam się do reaserchu ciekawych miejsc i luźnego założenia, że "fajnie by było".
2. Spontaniczność kontrolowana - punkt pierwszy nie oznacza jednak, że podróżuję na zupełnym spontanie. To też wynika w wieloletniego dośwadczenia, kiedy to jechałam gdzieś bez najmniejszego przygotowania i świadomości co tam mogę zastać i zazwyczaj wiele traciłam. Przykro jest po fakcie dowiedzieć się, że byłam tak blisko fajnego miejsca lub wydarzenia, ale przez zwykłą głupotę ominęło mnie coś fajnego.
3. Kieruję się przeczuciem - to przeczucie bardzo jasno i wyraźnie mówi mi, że np Paryż to miasto zupełnie nie dla mnie, że w Londynie zanudzę się na śmierć, że St Petersburg byłby dobry na początek wiosny a Norwegia na martwy sezon przed długim weekendem. Nie mam potrzeby zobaczenia wszystkiego, bycia wszędzie. Tyle jest pięknych miejsc do zobaczenia, a ja wybieram sobie z nich moje osobiste pralinki. Nie ma co się zmuszać.
4. Dobieram towarzystwo - niestety, moi znajomi przechodzą ścisłą selekcję pod tym względem. Bardzo niewiele jest osób, z którymi mogę podróżować zawsze i wszędzie. Czasem fajnie jest mieć wsparcie lub móc dzielić się przeżyciami. Innym razem, zazwyczaj w mieście, wolę być sama, bo nie lubię tego poczucia, że powinnam uwzględniać kogoś w moich planach: gdzie pójść, gdzie usiąść, gdzie zrobić zdjęcie i z kim porozmawiać.
5. Muszę się ruszać - leżenie to nie dla mnie. I nie, nie jestem z tych co jadą po byczeniu się na plaży, grzaniu tyłka i sączeniu drinów. Kilka razy mi się nawet zdarzyło i było ok. Mogę tak spędzić kilka dni dla towarzystwa, jednak dla mojego organizmu to bardzo kiepski wypoczynek. By naprawdę zregenerować siły muszę się potrzebuję silniejszych bodźców niż meduza w morzu.
Skończyłam. To teraz się pochwalę fotami:
Teraz przyszedł czas na wyciszenie. Kilka ostatnich dni spędziłam nad Lago di Garda a potem w liguryjskim Rapallo. Miałam czas na przemyślenie mojego stylu podróżowania, bo nagle okazało się, że również do tego trzeba dojrzeć i wybrać swoją drogę. Trochę zajęło mi zrozumienie moich własnych preferencji, ale w końcu się udało. I teraz mogę przedstawić mój sposób na udany urlop.
1) Nie nastawiam się - i nie chodzi tu o brak przygotowania czy planu, ale o listę oczekiwań. Podczas podróży nie można zaplanować wszystkiego i konieczny jest pewien margines. Może sie wydarzyć dużo, niekoniecznie złych rzeczy. Wiele razy mój misterny plan wakacyjny brał w łeb, ale w zupełnie naturalny sposób zastępowany było nowym, lepszym, który po prostu wcześniej nie przyszedł mi do głowy. Nie robię też listy miejsc które MUSZĘ zobaczyć. Ograniczam się do reaserchu ciekawych miejsc i luźnego założenia, że "fajnie by było".
2. Spontaniczność kontrolowana - punkt pierwszy nie oznacza jednak, że podróżuję na zupełnym spontanie. To też wynika w wieloletniego dośwadczenia, kiedy to jechałam gdzieś bez najmniejszego przygotowania i świadomości co tam mogę zastać i zazwyczaj wiele traciłam. Przykro jest po fakcie dowiedzieć się, że byłam tak blisko fajnego miejsca lub wydarzenia, ale przez zwykłą głupotę ominęło mnie coś fajnego.
3. Kieruję się przeczuciem - to przeczucie bardzo jasno i wyraźnie mówi mi, że np Paryż to miasto zupełnie nie dla mnie, że w Londynie zanudzę się na śmierć, że St Petersburg byłby dobry na początek wiosny a Norwegia na martwy sezon przed długim weekendem. Nie mam potrzeby zobaczenia wszystkiego, bycia wszędzie. Tyle jest pięknych miejsc do zobaczenia, a ja wybieram sobie z nich moje osobiste pralinki. Nie ma co się zmuszać.
4. Dobieram towarzystwo - niestety, moi znajomi przechodzą ścisłą selekcję pod tym względem. Bardzo niewiele jest osób, z którymi mogę podróżować zawsze i wszędzie. Czasem fajnie jest mieć wsparcie lub móc dzielić się przeżyciami. Innym razem, zazwyczaj w mieście, wolę być sama, bo nie lubię tego poczucia, że powinnam uwzględniać kogoś w moich planach: gdzie pójść, gdzie usiąść, gdzie zrobić zdjęcie i z kim porozmawiać.
5. Muszę się ruszać - leżenie to nie dla mnie. I nie, nie jestem z tych co jadą po byczeniu się na plaży, grzaniu tyłka i sączeniu drinów. Kilka razy mi się nawet zdarzyło i było ok. Mogę tak spędzić kilka dni dla towarzystwa, jednak dla mojego organizmu to bardzo kiepski wypoczynek. By naprawdę zregenerować siły muszę się potrzebuję silniejszych bodźców niż meduza w morzu.
Skończyłam. To teraz się pochwalę fotami:
| Lago di Garda. Castelletto di Brenzone. |
| Lago di Garda. |
| Portofino |
| Dla niedowidzących: to ośmiornica. |
| Monterosso. Cinque terre |
Kurczak na słodko
Miałam ogromną ochotę nazwać tę potrawę "umoczona pałka" ale powstrzymał mnie fakt, że prawdopodobnie czytelnikowi trudno będzie zorientować się o co kaman a przecież nie brzmi to aż tak perwersyjnie by każdy chciał kliknąć. Zostanę więc przy normalnej ptaszynie.
Kurczak w takiej postaci sprawdza się świetnie na imprezach a przy okazji całkiem nieźle wygląda. Woreczki naprawdę pomagają, dzięki nim jest soczyście i rumianie.
Potrzebujemy:
pałki kurczaka (zazwyczaj przygotowuję 3 na osobę)
oliwę z oliwek
3 łyżki brązowego cukru
5 łyżek ciemnego sosu sojowego
3 łyżki miodu (lipowy, akacjowy lub wielokwiatowy)
sól
pieprz
rukola do ozdoby
woreczki do pieczenia
Zaczynamy:
Kurczaka dokładnie myję i wrzucam do woreczków. W jednym worku nie powinno być więcej niż 5 pałek. Najpierw wlewam sporo oliwy. Posypuję solą i pieprzem. Następnie wlewam sos sojowy, dodaję miód i cukier brązowy. Zawiązuję i odstawiam do lodówki na przynajmniej 2 godziny. Po tym czasie wkładam ro rozgrzanego do 200C piekarnika. Wyjmuję po 30 minutach i układam na białym talerzu wyłożonym rukolą.
Buon appetito.
PS. Następnym razem podam paprykowo - tuńczykową sałatkę rodem z hiszpanii. Doskonale komponuje się ze słodkim kurczęciem.
Kurczak w takiej postaci sprawdza się świetnie na imprezach a przy okazji całkiem nieźle wygląda. Woreczki naprawdę pomagają, dzięki nim jest soczyście i rumianie.
Potrzebujemy:
pałki kurczaka (zazwyczaj przygotowuję 3 na osobę)
oliwę z oliwek
3 łyżki brązowego cukru
5 łyżek ciemnego sosu sojowego
3 łyżki miodu (lipowy, akacjowy lub wielokwiatowy)
sól
pieprz
rukola do ozdoby
woreczki do pieczenia
Zaczynamy:
Kurczaka dokładnie myję i wrzucam do woreczków. W jednym worku nie powinno być więcej niż 5 pałek. Najpierw wlewam sporo oliwy. Posypuję solą i pieprzem. Następnie wlewam sos sojowy, dodaję miód i cukier brązowy. Zawiązuję i odstawiam do lodówki na przynajmniej 2 godziny. Po tym czasie wkładam ro rozgrzanego do 200C piekarnika. Wyjmuję po 30 minutach i układam na białym talerzu wyłożonym rukolą.
Buon appetito.
PS. Następnym razem podam paprykowo - tuńczykową sałatkę rodem z hiszpanii. Doskonale komponuje się ze słodkim kurczęciem.
wtorek, 10 września 2013
Firenze
Kocham Rzym, zauroczyłam się Wenecją, ale to Florencja jest dla mnie prawdziwym WŁOSKIM miastem. Da Vinci, Michał Anioł, Alighieri, czyli kolebka włoskości w czystej postaci. Nie mogłam doczekać się tego wyjazdu i choć Florencja (jak zresztą każde włoskie miasto w sierpniu i na początku września) zalewana jest przez turystów, szwędanie się po wąskich pomarańczowych uliczkach sprawiło mi ogromną frajdę. Florencję zapamiętam również jako pierwsze miasto, które zwiedzałam solo. Do tej pory wydawało mi się, że tylko w towarzystwie potrafię cieszyć sie tym co widzę. Byłam w bardzo dużym błędzie. Nie oznacza to oczywiście, że porzucam wariant podróżowania w duecie, jednak taka odmiana była bardzo przyjemna.
Nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się zdjęciami. Wprawdzie spędziłam we Florencji tylko 2 dni, ale dla mnie, istoty nie przepadającej za zaliczaniem muzeów, kościółków i zameczków, to w sam raz. Zdecydowanie wolę przestrzeń i wycieczki w terenie, ale o moich różnorakich preferencjach wakacyjnych następnym razem. Tymczasem:
Nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się zdjęciami. Wprawdzie spędziłam we Florencji tylko 2 dni, ale dla mnie, istoty nie przepadającej za zaliczaniem muzeów, kościółków i zameczków, to w sam raz. Zdecydowanie wolę przestrzeń i wycieczki w terenie, ale o moich różnorakich preferencjach wakacyjnych następnym razem. Tymczasem:
| Samotne zwiedzanie zaczęłam od kopniaka caffe doppio i słodkości. |
| Na wszelki wypadek potrójne buogosuawieństfo.... |
| ...i coś na odwagę. |
| Nie cierpię tych wszystkich leniwych turystów, którzy wożą dupy wykorzystując zziajane w słońcu konie. |
| Leniwi Włosi, część XXXXXX: mieli amfiteatr, chcieli zbudować miasto. "Po co burzyć" - pomyśleli "Zbudujemy miasto na planie amfiteatru". I teraz jest tak na okrągło. |
| Trafić na moment bez tłumu turystów - bezcenne. |
| Takie tam domki |
| Ładny widoczek |
| A tu mi się ktoś wpieprzył w kadr. |
| Lody o smaku bergamotki ... przed... |
| ...i w trakcie jedzenia. Tu w towarzystwie smaku lawendowego (biały rożek po lewej). Może jestem nie na czasie, ale takie smaki to dla mnie zupełna nowość. |
| Kolejny ciekawy sposób na zwiedzanie miasta: wizyta w wielopiętrowym hotelu. Wystarczy wjechać na ostatnie piętro, nikt nie robi problemu. |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)