piątek, 28 lutego 2014

Przypominajki

Szykuję się do wyjazdu. Upiekłam pożegnalny tort czekoladowy, wyściskałam i wycałowałam kogo się dało, wyjadłam resztki z lodówki, zrobiłam generalne pranie ( nie wiem po jakiego grzyba, ale uznałam to za niezbędne). Dwie wielkie walizki czekają na załadowanie a ja zaczynam panikować widząc te wszystkie graty, które muszę zabrać. I to wcale nie chodzi o ciuchy, buty czy książki. Przez 9 miesięcy uzbierało się trochę... pamiątek, czyt. uprzedmiotowionych wspomnień. Ja, racjonalistka, kobieta - konkret, z sobie tylko znanym levelem abstrakcyjnego myślenia, rozckliwiam się nad zabazgrolonym paragonem z pierwszej pizzy z przyjaciółmi, biletem na pociąg z tripa po Toskanii i kradzioną łyżką... . Po prostu nie mogę sobie wyobrazić, że tych rzeczy nie zabiorę ze sobą z powrotem do Polski. Niektóre były prezentami, o inne zatroszczyłam się sama, czasem nie do końca legalnie. Jedne zupełnie na spontanie inne dokładnie przemyślane, prawie żadna nie kupiona a jeśli już to tylko dlatego, że ma jakieś ukryte znacznie. 

I tak słucham Melody Gardot i robię listę moich osobliwych pamiątek - przypominajek - dla mnie, żeby żadnej nie zapomnieć przy pakowaniu, i dla was, bo może natchnieni odkopiecie swoje starocie i pomyślicie o kimś, o czymś ważnym....

- hiszpańska tablica rejestracyjna
- chiński wachlarz
- 3 zestawy "małego alkoholika" (korkociąg, zatyczka, pierścień, etc.)
- kalendarz osobisty
- mapy z każdego odwiedzonego miasta
- 3 portrety (tak, moje)
- skradziona z hotelu łyżka*
- korek po Chianti 
- organizer podróży
- bilet do Trento dla 5 osób
- porwany t-shirt
- paragon
- "welcome" transparent od moich ragazzi
- mini latarka (zakoszona z hotelu)**
- świąteczne wydanie Cucina Italiana
- szpikulec do parmezanu
- włoskie mikrozapałki
- sowa "na szczęście"




Chciałabym również zaznaczyć, że zupełnie nie jestem typem zbieraczki. Wręcz przeciwnie, wszystko w czym nie upatruję praktycznego zastosowania wyrzucam. A przynajmniej wyrzucałam, bo teraz to już nie wiem jak będzie. Mówią, że gust człowieka zmienia się co siedem lat. Mi jeszcze ciut brakuje do czwartej siódemki, ale może właśnie zaczęłam ten proces. 


* i ** - pierwszej kradzieży dokonałam sama, łyżka była potrzebna do naprawienia roweru a nasz sprzęt ograniczał się do pompki. Latarka zaś, była pomysłem koleżanki, która ma uroczy zwyczaj zabierania małych "pamiątek" z hoteli i hosteli, w których nocuje podczas podróży. Ona sama upatrzyła sobie ceramiczną muffinkę. Przedmiot bez zastosowania, ale wyglądała słodko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz