poniedziałek, 17 marca 2014

Lato zimną, czyli tydzień w Sewilli

Do stolicy Andaluzji zawitałam po raz trzeci, ale wcześniej nie składało się by odnotować te wydarzenia na blogu. Teraz było inaczej. Po pierwsze miałam do dyspozycji prawie cały tydzień (prawie, bo kilka dni spędziłam w górach, ale o tym później). Po drugie, mając sporo wolnego czasu, czyt. bez towarzystwa, mogłam do woli kręcić się po mieście, wchodzić do każdego sklepiku, przejrzeć każdą pocztówkę i wygłaskać wszystkie dorożkowe konie. No i ta pogoda. W najgorętszym momencie dnia, w pierwszym tygodniu marca termometry pokazywały 31C. Nie byłam na to przygotowana, ale pocieszający był fakt, że dla Hiszpanów to nadal nie była odpowiednia pogoda do ściągnięcia kurtek. Chociaż według mojej teorii oni po prostu nie mają kiedy wykorzystać zimowych ubrań, więc noszą je na potęgę, kiedy tylko się da.  




Stolica flamenco, gdzie przy każdej uliczce znajdziesz przynajmniej jeden sklep sprzedający tradycyjne stroje do tańca a kilka razy w miesiącu spotkasz na ulicy kościelną procesję, jest miastem, które wciąga powoli, ale za to z wielką siłą. I tu potencjalnych przyszłych turystów muszę ostrzec: po jednym weekendzie nie będziecie mieć pojęcia, o czym mówię, zwłaszcza jeśli wcześniej nie zetknęliście się z hiszpańskim stylem życia. Ja właśnie tak miałam. Potrzebowałam łącznie dwóch tygodni, żeby zobaczyć to miasto nie tylko od strony fajnych zabytków i długiej historii. 

Dla mnie Sewilla to złoty środek między maleńką Cremoną, w której mieszkam teraz, a wielką, ruchliwą i biznesową Warszawą, do której wracam już za chwilę. W Sewilli jest wszystko, ale pod ręką, możesz przejechać całe miasto na rowerze bez większych problemów, spotkać przyjaciół na ulicy od tak, bez umawiania, ale z drugiej strony masz w zasięgu ręki wszystkie atrakcje miasta, kina, koncerty, teatry, puby, kluby i sklepy, od małych rzemieślników przez popularne sieciówki do znanych dużych brandów. Życie jakieś takie wolniejsze, szczęśliwsze i właściwie tego kryzysu nie widać. Zwalam to na karb hiszpańskiej niefrasobliwości, i jako turystka czułam się w tej atmosferze wyśmienicie. To co zauroczyło mnie najbardziej, to tysiące małych sklepików z rękodziełem. W niektórych częściach Starego Miasta nie znajdziecie żadnego wielkiego brandu. 









Plaza de Espana



Pisząc o Sewilli jednak nie da się pominąć tematu zabytków. Chodź nie przepadam za zwiedzaniem w stylu "od muzeum do muzeum", to miasto ma do zaoferowania naprawdę dużo ciekawych miejsc. Cudowny miks kultury chrześcijańskiej i muzułmańskiej dają bajkowy efekt, a mój ukochany Plac Hiszpański, który wszyscy widzieli w scenach z Gwiezdnych Wojen, choć odrobinę kiczowaty, ma swój niepowtarzalny urok. Obowiązkowe do zobaczenia są też wybudowany w XI wieku pałac Alkazar, ogromna katedra z Giraldą z której można podziwiać panoramę całego miasta, arena byków i Torre del Oro czyli Złota wieża.






Widok na rzekę z Giraldy





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz