wtorek, 10 września 2013

Firenze

Kocham Rzym, zauroczyłam się Wenecją, ale to Florencja jest dla mnie prawdziwym WŁOSKIM miastem. Da Vinci, Michał Anioł, Alighieri, czyli kolebka włoskości w czystej postaci. Nie mogłam doczekać się tego wyjazdu i choć Florencja (jak zresztą każde włoskie miasto w sierpniu i na początku września) zalewana jest przez turystów, szwędanie się po wąskich pomarańczowych uliczkach sprawiło mi ogromną frajdę. Florencję zapamiętam również jako pierwsze miasto, które zwiedzałam solo. Do tej pory wydawało mi się, że tylko w towarzystwie potrafię cieszyć sie tym co widzę. Byłam w bardzo dużym błędzie. Nie oznacza to oczywiście, że porzucam wariant podróżowania w duecie, jednak taka odmiana była bardzo przyjemna. 

Nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się zdjęciami. Wprawdzie spędziłam we Florencji tylko 2 dni, ale dla mnie, istoty nie przepadającej za zaliczaniem muzeów, kościółków i zameczków, to w sam raz. Zdecydowanie wolę przestrzeń i wycieczki w terenie, ale o moich różnorakich preferencjach wakacyjnych następnym razem. Tymczasem:


Samotne zwiedzanie zaczęłam od kopniaka caffe doppio i słodkości.

Na wszelki wypadek potrójne buogosuawieństfo.... 

...i coś na odwagę. 


Nie cierpię tych wszystkich leniwych turystów, którzy wożą dupy wykorzystując zziajane w słońcu konie. 






Nie każdy wie, że we Florencji można skorzystać z bezpłatnych anglojęzycznych wycieczek oferowanych przez Comune. Można wybierać z kilku proponowanych tras tematycznych. Startują z różnych części miasta i są rozplanowane tak, że bez problemu można skorzystać ze wszystkich. Każda wycieczka trwa około 1.5 h. Na koniec wystarczy symboliczny tip dla przewodnika. 





Leniwi Włosi, część XXXXXX: mieli amfiteatr, chcieli zbudować miasto. "Po co burzyć" - pomyśleli "Zbudujemy miasto na planie amfiteatru". I teraz jest tak na okrągło. 

Trafić na moment bez tłumu turystów - bezcenne. 



Takie tam domki


Ładny widoczek 

A tu mi się ktoś wpieprzył w kadr. 



Canollo szukałam od dwóch lat, kiedy to ostatni raz byłam w Neapolu. Znalazłam we Florencji, więc jest nadzieja. Ale muszę przyznać, że to akurat nie było zbyt smaczne. Za mało zmrożone i niedość chrupiące. 


Lody o smaku bergamotki ... przed...

...i w trakcie jedzenia. Tu w towarzystwie smaku lawendowego (biały rożek po lewej). Może jestem nie na czasie, ale takie smaki to dla mnie zupełna nowość. 

Kolejny ciekawy sposób na zwiedzanie miasta: wizyta w wielopiętrowym hotelu. Wystarczy wjechać na ostatnie piętro, nikt nie robi problemu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz