Nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się zdjęciami. Wprawdzie spędziłam we Florencji tylko 2 dni, ale dla mnie, istoty nie przepadającej za zaliczaniem muzeów, kościółków i zameczków, to w sam raz. Zdecydowanie wolę przestrzeń i wycieczki w terenie, ale o moich różnorakich preferencjach wakacyjnych następnym razem. Tymczasem:
| Samotne zwiedzanie zaczęłam od kopniaka caffe doppio i słodkości. |
| Na wszelki wypadek potrójne buogosuawieństfo.... |
| ...i coś na odwagę. |
| Nie cierpię tych wszystkich leniwych turystów, którzy wożą dupy wykorzystując zziajane w słońcu konie. |
| Leniwi Włosi, część XXXXXX: mieli amfiteatr, chcieli zbudować miasto. "Po co burzyć" - pomyśleli "Zbudujemy miasto na planie amfiteatru". I teraz jest tak na okrągło. |
| Trafić na moment bez tłumu turystów - bezcenne. |
| Takie tam domki |
| Ładny widoczek |
| A tu mi się ktoś wpieprzył w kadr. |
| Lody o smaku bergamotki ... przed... |
| ...i w trakcie jedzenia. Tu w towarzystwie smaku lawendowego (biały rożek po lewej). Może jestem nie na czasie, ale takie smaki to dla mnie zupełna nowość. |
| Kolejny ciekawy sposób na zwiedzanie miasta: wizyta w wielopiętrowym hotelu. Wystarczy wjechać na ostatnie piętro, nikt nie robi problemu. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz