Teraz przyszedł czas na wyciszenie. Kilka ostatnich dni spędziłam nad Lago di Garda a potem w liguryjskim Rapallo. Miałam czas na przemyślenie mojego stylu podróżowania, bo nagle okazało się, że również do tego trzeba dojrzeć i wybrać swoją drogę. Trochę zajęło mi zrozumienie moich własnych preferencji, ale w końcu się udało. I teraz mogę przedstawić mój sposób na udany urlop.
1) Nie nastawiam się - i nie chodzi tu o brak przygotowania czy planu, ale o listę oczekiwań. Podczas podróży nie można zaplanować wszystkiego i konieczny jest pewien margines. Może sie wydarzyć dużo, niekoniecznie złych rzeczy. Wiele razy mój misterny plan wakacyjny brał w łeb, ale w zupełnie naturalny sposób zastępowany było nowym, lepszym, który po prostu wcześniej nie przyszedł mi do głowy. Nie robię też listy miejsc które MUSZĘ zobaczyć. Ograniczam się do reaserchu ciekawych miejsc i luźnego założenia, że "fajnie by było".
2. Spontaniczność kontrolowana - punkt pierwszy nie oznacza jednak, że podróżuję na zupełnym spontanie. To też wynika w wieloletniego dośwadczenia, kiedy to jechałam gdzieś bez najmniejszego przygotowania i świadomości co tam mogę zastać i zazwyczaj wiele traciłam. Przykro jest po fakcie dowiedzieć się, że byłam tak blisko fajnego miejsca lub wydarzenia, ale przez zwykłą głupotę ominęło mnie coś fajnego.
3. Kieruję się przeczuciem - to przeczucie bardzo jasno i wyraźnie mówi mi, że np Paryż to miasto zupełnie nie dla mnie, że w Londynie zanudzę się na śmierć, że St Petersburg byłby dobry na początek wiosny a Norwegia na martwy sezon przed długim weekendem. Nie mam potrzeby zobaczenia wszystkiego, bycia wszędzie. Tyle jest pięknych miejsc do zobaczenia, a ja wybieram sobie z nich moje osobiste pralinki. Nie ma co się zmuszać.
4. Dobieram towarzystwo - niestety, moi znajomi przechodzą ścisłą selekcję pod tym względem. Bardzo niewiele jest osób, z którymi mogę podróżować zawsze i wszędzie. Czasem fajnie jest mieć wsparcie lub móc dzielić się przeżyciami. Innym razem, zazwyczaj w mieście, wolę być sama, bo nie lubię tego poczucia, że powinnam uwzględniać kogoś w moich planach: gdzie pójść, gdzie usiąść, gdzie zrobić zdjęcie i z kim porozmawiać.
5. Muszę się ruszać - leżenie to nie dla mnie. I nie, nie jestem z tych co jadą po byczeniu się na plaży, grzaniu tyłka i sączeniu drinów. Kilka razy mi się nawet zdarzyło i było ok. Mogę tak spędzić kilka dni dla towarzystwa, jednak dla mojego organizmu to bardzo kiepski wypoczynek. By naprawdę zregenerować siły muszę się potrzebuję silniejszych bodźców niż meduza w morzu.
Skończyłam. To teraz się pochwalę fotami:
| Lago di Garda. Castelletto di Brenzone. |
| Lago di Garda. |
| Portofino |
| Dla niedowidzących: to ośmiornica. |
| Monterosso. Cinque terre |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz