wtorek, 24 września 2013

Sztuka podróżowania

Zachłysnęłam się Włochami. Od razu chciałam zobaczyć wszystko. Fakt, moje pierwsze tygodnie pobytu przypadły na sezon wakacyjny, więc chciałam również wykorzystać ładną pogodę. Podskórnie jednak bałam się, że nie zdążę, że nie zaliczę, że coś mi umknie, że kiedy wrócę do Polandu lub wyniosę się do innego kraju, przypomnę sobie o jakimś miejscu w moich ukochanych Włoszech, które mi się zawieruszyło w planach. Dlatego jak szalona organizowałam wycieczki wszędzie gdzie się dało. Wykorzystałam każdy weekend, ani przez chwilę się nie nudziłam. Nadal nie mogę powiedzieć, że znam Włochy (i pewnie nigdy nie będę mogła tak powiedzieć), ale czuję się tu doskonale. 

Teraz przyszedł czas na wyciszenie. Kilka ostatnich dni spędziłam nad Lago di Garda a potem w liguryjskim Rapallo. Miałam czas na przemyślenie mojego stylu podróżowania, bo nagle okazało się, że również do tego trzeba dojrzeć i wybrać swoją drogę. Trochę zajęło mi zrozumienie moich własnych preferencji, ale w końcu się udało. I teraz mogę przedstawić mój sposób na udany urlop. 

1) Nie nastawiam się - i nie chodzi tu o brak przygotowania czy planu, ale o listę oczekiwań. Podczas podróży nie można zaplanować wszystkiego i konieczny jest pewien margines. Może sie wydarzyć dużo, niekoniecznie złych rzeczy. Wiele razy mój misterny plan wakacyjny brał w łeb, ale w zupełnie naturalny sposób zastępowany było nowym, lepszym, który po prostu wcześniej nie przyszedł mi do głowy. Nie robię też listy miejsc które MUSZĘ zobaczyć. Ograniczam się do reaserchu ciekawych miejsc i luźnego założenia, że "fajnie by było".

2. Spontaniczność kontrolowana - punkt pierwszy nie oznacza jednak, że podróżuję na zupełnym spontanie. To też wynika w wieloletniego dośwadczenia, kiedy to jechałam gdzieś bez najmniejszego przygotowania i świadomości co tam mogę zastać i zazwyczaj wiele traciłam. Przykro jest po fakcie dowiedzieć się, że byłam tak blisko fajnego miejsca lub wydarzenia, ale przez zwykłą głupotę ominęło mnie coś fajnego. 

3. Kieruję się przeczuciem - to przeczucie bardzo jasno i wyraźnie mówi mi, że np Paryż to miasto zupełnie nie dla mnie, że w Londynie zanudzę się na śmierć, że St Petersburg byłby dobry na początek wiosny a Norwegia na martwy sezon przed długim weekendem. Nie mam potrzeby zobaczenia wszystkiego, bycia wszędzie. Tyle jest pięknych miejsc do zobaczenia, a ja wybieram sobie z nich moje osobiste pralinki. Nie ma co się zmuszać. 

4. Dobieram towarzystwo - niestety, moi znajomi przechodzą ścisłą selekcję pod tym względem. Bardzo niewiele jest osób, z którymi mogę podróżować zawsze i wszędzie. Czasem fajnie jest mieć wsparcie lub móc dzielić się przeżyciami. Innym razem, zazwyczaj w mieście, wolę być sama, bo nie lubię tego poczucia, że powinnam uwzględniać kogoś w moich planach: gdzie pójść, gdzie usiąść, gdzie zrobić zdjęcie i z kim porozmawiać. 

5. Muszę się ruszać - leżenie to nie dla mnie. I nie, nie jestem z tych co jadą po byczeniu się  na plaży, grzaniu tyłka i sączeniu drinów. Kilka razy mi się nawet zdarzyło i było ok. Mogę tak spędzić kilka dni dla towarzystwa, jednak dla mojego organizmu to bardzo kiepski wypoczynek. By naprawdę zregenerować siły muszę się potrzebuję silniejszych bodźców niż meduza w morzu.

Skończyłam. To teraz się pochwalę fotami:


Lago di Garda. Castelletto di Brenzone.

Lago di Garda.












Portofino



Dla niedowidzących: to ośmiornica.

Monterosso. Cinque terre





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz