Ryba po bolońsku
Bolonię odwiedzam często bo to po Mediolanie najbliższe Cremonie miejsce gdzie mogę załapać się na lot w normalnej cenie. Problem z Bolonią polega jednak na tym, że choć trasę dworzec - lotnisko i z powrotem robiłam już kilkanaście razy, wciąż nie mam czasu na dokładniejsze spenetrowania zakamarków miasta. Tylko raz, kilka tygodni temu, udało mi się wybrać na pobieżny rekonesans, kiedy to niepomna ostrzeżeń tubylców, postanowiłam zaufać włoskiemu rozkładowi jazdy pociągów.
W Bolonii spędziłam ledwie 4 godziny, ale miasto zafascynowało mnie na tyle, że z pewnością wrócę tam w najbliższym czasie... na dłużej oczywiście.
Kiedy zaczęłam przeglądać zdjęcia żeby wybrać kilka na bloga, okazało się, że na 3/4. z nich jest jedzenie. Zupełnie nieświadomie. Przepraszam więc, jeśli ktoś spodziewał się zapierających dech zdjęć architektury, studenckich barów i stylowych samochodów. Póki co Bolonia pachnie rybą....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz