wtorek, 2 września 2014

Kulinarne kompromisy

W kuchni jestem samotnikiem, nie znoszę jak mi się ktoś pałęta. Mam swoje zasady i przyzwyczajenia. Często eksperymentuję i zmieniam przepisy. No i jestem otwarta na nowinki, ale wszystko zmieniło się pewnego wiosennego dnia, kiedy zaczęłam moją kuchnię z kimś dzielić na stałe.

Podzieliłam ją z hiszpańską kulturą gotowania a co za tym idzie, ze zbiorem kulinarnych przyzwyczajeń z kosmosu. I żeby nie było, że narzekam, że nietolerancyjna - ja uwielbiam kuchnię hiszpańską, ale na litość... no kto to widział, żeby:
1. Do obiadu podawać samą wodę (nigdy gazowaną), wino tylko sporadycznie.
2. Narzekać w barze, że nalewają ZA DUŻO czerwonego wina do kieliszka (WTF).
3. Narzekać w barze, że mają tylko duże browary - 0,4.
4. Na hasło "Ugotuj proszę ziemniaki" - wrzucać JEDNEGO, całego kartofla do garnka bez soli, potem palcami zdzierać skórkę, kroić w plasterki i posypywać bazylią i czerwoną papryką.
5. Na zestaw kalafiora i kurczaka reagować tak, jakbym dodała ketchup do pizzy.
6. Traktować zupę jako coś, w czym łyżka ma stać w pionie. 
7. Zamiast robić sos pomidorowy, wcierać połówkę pomidora w bułkę.
8. Twierdzić, że oliwa z oliwek to najlepsza rzecz do głębokiego smażenia. 
9. Zjadać bułkę ze smalcem na śniadanie. 

Niby to nic wielkiego a jednak, sztuka kompromisu w kuchni trudna jest. Jak wy sobie z tym radzicie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz