Nigdy nie lubiłam teoretyzowania, wolę od razu przechodzić
do czynów a czcza gadanina doprowadza mnie do stanu co najmniej lekkiego
wkurzenia. Jednak pokusiłam się o zakup książki „Kuchnia Leonarda da Vinci”
autorstwa Dave’a DeWitta, i co warto zaznaczyć, nie skończyło się na dumnym
prezentowaniu jej na książkowej półce.
Książka, tak jak tytuł wskazuje, to przekrój historii kuchni
włoskiej w dobie renesansu. Cudowny etap w kulturalnym życiu Włochów silnie
odbił się również na ich tradycjach kulinarnych a DeWitt przygotował na ten
temat godne polecenia kompendium wiedzy. Dużym niedopowiedzeniem byłoby nazwać
ją książką kucharską, ale z drugiej strony, powinna się ona znaleźć w zbiorach
każdego miłośnika kuchni z Półwyspu Apenińskiego.
Jest tu oczywiście sporo historii i ciekawych anegdot, bo czy
wiedzieliście na przykład, że kształt klasycznych tortellini zawdzięczamy
pewnej części ciała najpiękniejszej z pięknych, czyli bogini Wenus?
Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na przepisy. Część z
nich to oryginalne receptury sprzed kilkuset lat. Zaskakują oryginalnym rozwiązaniami
i składnikami, które trudno byłoby znaleźć w dzisiejszych sklepach. Autor zadbał też o bardziej współczesne wersje
klasyków kuchni włoskiej, zamieszczając je oddzielnie, na końcu każdego
rozdziału. Dowiadujemy się między innymi jak zrobić zupę szpinakową z orzechami
laskowymi, smażone figi z fasolą lub risotto szafranowe z kaczką i grzybami.
Ja przeczytałam tę książkę raz, ale wracam do jej
fragmentów za każdym razem, gdy gotuję jakiś włoski przysmak i szukam inspiracji. Już
niedługo pokażę wam jak zrobić klasyczne włoskie Risi a Bisi.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz