No i jestem… to znaczy mój blog… już całkowicie realnie
trafił do sieci. „Tadam” nie oznacza oczywiście, że się przechwalam, PUSZĘ, lub
coś podobnego. Po prostu zebranie się, zmotywowanie, wymyślenie nazwy… takie
małe rzeczy zajmują tyle czasu, że czasem wątpiłam, że to kiedykolwiek nastąpi.
No właśnie nazwa…. czytajcie uważnie, bo nie będę powtarzać,
wyjaśnię to tylko raz i nie będę do tego nigdy więcej wracać. „Gotowanie na
bananie” to przekształcona na potrzeby własne wersja znanego tylko w bardzo
wąskim gronie, bardzo bliskich osób, powiedzenia: pływanie na bananie. Idąc tym
tropem, w wolnym tłumaczeniu tytuł brzmi:
Gotowanie na wypasie. Proste, logiczne,
jak pęczek drutu kolczastego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz