Przepis jest w rodzinie od pokoleń, i jakoś tak weszło mi w
krew by go nie modyfikować. Nie, nie dlatego że tak bardzo trzymam się
tradycji, po prostu jestem leniwa. Bo spójrzmy prawdzie w oczy, sernik to
bardzo czasochłonne ciasto. Owszem warto się dla niego poświęcić, ale robię to
tylko dwa razy w roku. Teraz właśnie nastał ten czas. Zakasałam rękawy i do roboty.
Potrzebujemy:
1kg białego sera tłustego (zwykłego, te kręcone firmowo są
może delikatne i puszyste, ale też za bardzo wodniste a my nie potrzebujemy
kremu, tylko twardego kawała sera)
10 jaj
1 ¾ szklanki cukru
½ kostki masła
kilka garści rodzynek
łyżkę mąki ziemniaczanej
zapach migdałowy lub świeżo startą skórkę pomarańczową
masło do smarowania formy
10 jaj
1 ¾ szklanki cukru
½ kostki masła
kilka garści rodzynek
łyżkę mąki ziemniaczanej
zapach migdałowy lub świeżo startą skórkę pomarańczową
masło do smarowania formy
Zaczynamy:
Na początek mielenie sera (wiem to wkurzające i
czasochłonne, ale uwierzcie, jakość sera gwarantuje naprawdę dobre ciasto z
odpowiednią konsystencją). Wystarczy zmielić raz.
Oddzielam żółtka od białek. Białka wkładam w wysokim naczyniu do lodówki. Do żółtek dodaję cukier i miksuję na idealnie gładką masę, ma powstać kogel – mogel. Dorzucam miękkie masło i zapach lub skórkę pomarańczową. Dokładnie miksuję. Następnie dodaję ser podzielony na porcje, każdą miksuję, ale już nie tak dokładnie. Zbyt gładka masa sprawi, ze ciasto będzie się kruszyć. Dodaję rodzynki i łyżkę mąki ziemniaczanej. Mieszam wszystko bardzo delikatnie drewnianą łyżką.
Do zimnych białek dodaję szczyptę soli i ubijam je na bardzo sztywną pianę (polecam ubijanie ręczne, w ramach odreagowania przedświątecznej spiny). Pianę ostrożnie przekładam do ciasta. Najlepiej zrobić to drewnianą łyżką. Przekładam tylko sztywną część, woda na dnie nie będzie potrzebna. Wszystkie składniki mieszam teraz bardzo delikatnie, piana nie może być roztrzepana, bo ciasto zrobi się zbyt wodniste.
Oddzielam żółtka od białek. Białka wkładam w wysokim naczyniu do lodówki. Do żółtek dodaję cukier i miksuję na idealnie gładką masę, ma powstać kogel – mogel. Dorzucam miękkie masło i zapach lub skórkę pomarańczową. Dokładnie miksuję. Następnie dodaję ser podzielony na porcje, każdą miksuję, ale już nie tak dokładnie. Zbyt gładka masa sprawi, ze ciasto będzie się kruszyć. Dodaję rodzynki i łyżkę mąki ziemniaczanej. Mieszam wszystko bardzo delikatnie drewnianą łyżką.
Do zimnych białek dodaję szczyptę soli i ubijam je na bardzo sztywną pianę (polecam ubijanie ręczne, w ramach odreagowania przedświątecznej spiny). Pianę ostrożnie przekładam do ciasta. Najlepiej zrobić to drewnianą łyżką. Przekładam tylko sztywną część, woda na dnie nie będzie potrzebna. Wszystkie składniki mieszam teraz bardzo delikatnie, piana nie może być roztrzepana, bo ciasto zrobi się zbyt wodniste.
Ciasto przekładam do wysmarowanych masłem form. Nie będzie wyrastać, a czasem się nawet zapada, dlatego wypełniam ¾ wysokości formy. Piecze się 50 minut w temperaturze 200C.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz