Bakaliowa beza by MM to klasyk podczas każdego rodzinnego mitingu. Powstała w dość nietypowych okolicznościach. Otóż gdy MM, pozostawiona pewnego kwietniowego, przedwielkanocnego wieczoru sama w kuchni kończyła zagniatać drożdżowe, poczuła przemożną potrzebę recyklingu każdego elementu kończonego właśnie ciasta. Doświadczeni drożdżowcy wiedzą, że takim produktem są białka jajek. Roztropna MM ubiła czym prędzej pianę i… zaczęła myśleć co z tym fantem zrobić. Jak się później okazało potrzebowała:
6 – 10 białek jaj (pozostałość po wypieku ciasta drożdżowego)
0,5 szklanki cukru pudru
szczyptę soli
100g daktyli
100g fig
200g rodzynek
150g migdałów
5 suszonych śliwek
Jak to zrobić:
Najpierw kroję wszystkie bakalie w niewielkie kawałki: rodzynki dokładnie myję, orzechy rozgniatam a migdały mielę w młynku, tak by powstała drobna mączka. Wszystko dokładnie mieszam w wysokiej misce. Następnie ubijam białka z solą i cukrem pudrem na bardzo sztywną pianę. Przekładam pianę do bakalii. Należy to robić bardzo ostrożnie, tak by do ciasta nie dostała się woda ze spodu piany. Ponieważ ubitych białek nie można intensywnie mieszać, delikatnie drewnianą łyżką przekładam je z bakaliami. Masę wkładam prosto do formy, lub na wcześniej przygotowane kruche ciasto. Piekę 50 minut w piekarniku rozgrzanym do 200C.
Uwaga! Często do bezy przygotowuję oddzielny spód z kruchego ciasta, na które przepis znajdziecie tutaj.
A oto efekt końcowy:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz