poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Dieta – niedieta


Pisanie o diecie chwile po tym jak spałaszowałam kilka sporych placków z cukinii jest wprawdzie lekką hipokryzją, ale też dowodem na to, że mój sposób na odchudzanie jest całkiem skuteczny. Po prostu w późniejszej fazie można sobie pozwolić na całkiem spore grzechy jedzeniowe.

Nigdy w życiu nie stosowałam żadnych specjalistycznych diet, nie korzystałam z porad dietetyka (chyba, że takich zasłyszanych od kogoś) ani też nie faszerowałam się pigułkami czy herbatkami. Z suplementów stosowałam jedynie zwykły chrom, ale krótko, bo chyba się na niego uodporniłam i po pewnym czasie wcale nie hamował mojej nigdyniezaspokojonej potrzeby jedzenia węglowodanów.

Śniadanie 
Przyznam, że nie zawsze mam ochotę i czas by stać rano przy garach i nie robię też z tego dramatu. Moim ostatnim odkryciem, które gwarantuje zastrzyk energii i brak uczucia głodu przez kilka godzin to: gotowane jajka z guacamole.
Jak to zrobić:
Gotuję 2 jajka na pół twardo, ok. 5 – 6 minut. Siekam bardzo drobno pół małej czerwonej cebuli, pół świeżej papryczki chili i wrzucam miąższ z połowy bardzo miękkiego avocado. Dodaję sól i pieprz i rozcieram tłuczkiem do pure w misce. Wykładam na talerz razem z obranymi i przekrojonymi jajkami.
Czas przygotowania: 15 minut (razem z gotowaniem jajek).



II śniadanie
Nie jadam. Ewentualnie, jeśli mam czas, pozwalam sobie na zbożową kawę z mlekiem. Może to i niezdrowe, ale jakoś nie mogę się zmusić. Na mnie te 5 posiłków dziennie po prostu nie działa. Kiedy ostatnio próbowałam wprowadzić to w życie czułam się non stop ciężka i nijak nie widziałam poprawy w wyglądzie, ani nawet na wadze.
Obiad
W sytuacji, gdy naprawdę potrzebuję zmniejszyć swoją objętość gotuje mrożonkę kalafiora i dodaję do tego kaszę gryczaną. Finito. Taki obiad
 zjadam w dwóch przypadkach: 
1) Kiedy czuję, że naprawdę sukienki robią się ciaśniejsze w biodrach (wtedy taki obiad powtarzam przez mniej więcej tydzień)
2) Kiedy akurat nie planuję testowania jakiegoś ultrakalorycznego dania.

Kolacja
Niby późno nie powinno się objadać, ale po prostu nie mogę odmówić sobie banalnie prostej sałatki z mozzarellą. Gdy nabierze się wprawy jej przygotowanie zajmuje nie więcej niż 10 minut. Przepis znajdziecie tutaj.

Poza tym zawsze przestrzegam kilku zasad, i tylko dzięki nim, moim zdaniem, mieszczę się jeszcze w drzwi:
1) 0, słownie ZERO słodzonych napojów. Kawa tylko z mlekiem, herbatę i tak piję zieloną lub białą a one w wersji słodkiej smakują jak nie przymierzając szit. Jeśli chodzi o soki, raz na jakiś czas pozwalam sobie na niesłodzony sok pomidorowy. Reszty wynalazków unikam jak ognia.
2) Słodycze – ponieważ jestem czekoladoholikiem nie miałam wyjścia, musiałam z nich zrezygnować całkowicie, co w moim przypadku sprowadza się do tego, że pochłaniam coś słodkiego raz w miesiącu. Ale mam zasadę, która to bardzo ułatwia: żadnych zwykłych batonów czy "bylejakich" czekoladek. Jeśli już jem coś słodkiego to jest to tylko jakieś mega pyszne ciastko, albo deser handmade.
3) Bardzo rzadko jem pieczywo. Nie jest mi ono od niczego potrzebne a tylko zapycha i rozpycha brzuch. Pozwalam sobie jedynie na smaczne kąski takie jak chleb sycylijski z dodatkiem oliwek i suszonych pomidorów (pychota!)
4) Nie rozpamiętuję!!! A to oznacza, że nawet jeśli zdarzy mi się wypić za dużo wina, przesadzić z ilością tiramisu, albo zjeść inną bosko - włoską strawę, nie zadręczam się, nie panikuję i co najważniejsze: nie przekreślam dotychczasowych sukcesów. Zdarzyło się, trudno.

Efekt jest taki, że na co dzień nie odczuwam niedogodności związanych z dietą, która jest już u mnie na stałe, a nie z doskoku. Konkluzja jest taka, że warto postawić sobie pewne ograniczenia, ale bez katorżniczych zakazów. Wtedy o wiele łatwiej utrzymać efekty na dłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz