Włoskiego ciągle się uczę więc wciskam te słówka i zwroty
wszędzie jak popaprana. Trzeba przywyknąć albo przestać mnie czytać.
Ale, nie o tym chciałam, tylko o włoskim windoł szopingu.
Zazwyczaj nie cierpię przeglądać wystaw, wkurzają mnie też ludzie, którzy to
robią, ale tu wystawy są tak śliczne, że zatrzymuję się przy co drugiej a z co
trzeciej zgarnęłabym kilka rzeczy. Co jednak najważniejsze mój windoł szoping
ogranicza się do wystaw sklepów z jedzeniem, głownie cukierni lub warzywniaków.
Są po prostu genialne i tak kiczowate, że aż piękne. Dziś zrobiłam sobie spacer
i choć w jego trakcie zaczęło ostro lać (nikt mnie nie uprzedzał, że tu będzie padać!), nie mogłam się oderwać od tych apetycznych szyb.
PS 1: W przyszłości spodziewajcie się też zdjęć owoców, warzyw, serów i przekąsek.
PS 2: Włoski klimat, słońce, energia, atmosfera fiesty… ok bądźmy szczerzy, to kuriozalne włoskie ceny w miejskich sklepach doprowadziły mnie po raz pierwszy w życiu do Lidla (wiem, to szczyt snobstwa).
| Jak można łatwo z podpisu wywnioskować to jest chleb. Wygląda świetnie, ale trzeba pamiętać, że Włosi nie są specjalistami od pieczywa, więc na dobry smak bym się nie nastawiała. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz