sobota, 8 czerwca 2013

Faccio la spesa

Włoskiego ciągle się uczę więc wciskam te słówka i zwroty wszędzie jak popaprana. Trzeba przywyknąć albo przestać mnie czytać. 

Ale, nie o tym chciałam, tylko o włoskim windoł szopingu. Zazwyczaj nie cierpię przeglądać wystaw, wkurzają mnie też ludzie, którzy to robią, ale tu wystawy są tak śliczne, że zatrzymuję się przy co drugiej a z co trzeciej zgarnęłabym kilka rzeczy. Co jednak najważniejsze mój windoł szoping ogranicza się do wystaw sklepów z jedzeniem, głownie cukierni lub warzywniaków. Są po prostu genialne i tak kiczowate, że aż piękne. Dziś zrobiłam sobie spacer i choć w jego trakcie zaczęło ostro lać (nikt mnie nie uprzedzał, że tu będzie padać!), nie mogłam się oderwać od tych apetycznych szyb.

PS 1: W przyszłości spodziewajcie się też zdjęć owoców, warzyw, serów i przekąsek. 
PS 2: Włoski klimat, słońce, energia, atmosfera fiesty… ok bądźmy szczerzy, to kuriozalne włoskie ceny w miejskich sklepach doprowadziły mnie po raz pierwszy w życiu do Lidla (wiem, to szczyt snobstwa). 





Jak można łatwo z podpisu wywnioskować to jest chleb. Wygląda świetnie, ale trzeba pamiętać, że Włosi nie są specjalistami od pieczywa, więc na dobry smak bym się nie nastawiała. 
Na koniec prezentuję przekąskowy zestaw każdego włoskiego i pseudo włoskiego studenta: czarna jak sagan kawa, croisant z gigantycznej paczki, małe pomidorki, rozmarynowe grissini i obowiązkowe wino z kartonu. Salute!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz