Gotowanie dla Włochów do najprostszych nie należy. Nie
dlatego, że mają tak wrażliwe podniebienia. Przede wszystkim chodzi o ilości
pochłanianego przez nich pokarmu. Nim zaprosi się Włochów do domu, trzeba
przygotować się na totalne przetrzebienie lodówki. Nauczona niezbyt długim, acz
dość intensywnym doświadczeniem, chętnie podzielę się kilkoma spostrzeżeniami,
tak just in case.
- Przygotujcie się na min. 4 dania.
To minimum, po którym goście będą właściwie nawet zadowoleni. Mniej nie wchodzi w grę, bo wyjdziecie na dziwolągów. Jako 5 danie niektórzy liczą kawę a potem jest jeszcze mały szocik.
Prawidłowa kolejność dań podczas włoskiej kolacji:
Antipasti - np mozzarella z pomidorami
Primo piatto - pasta lub risotto
Secondo piatto - mięso lub ryba
Contorno - warzywa, ziemniaki albo grzyby w różnej postaci
Deser - ciasto lub słodki mus z dodatkiem owoców
Kawa - nie wymaga komentarza
Coś na trawienie - dozwolone są: grappa lub limoncello - Pasta to nie danie główne.
Wbrew powszechnej opinii wśród laików, pasta dla Włocha nie jest
najważniejszym posiłkiem. Stanowi jedynie wstęp, podobnie jak ryż. Jest to
zazwyczaj pierwsza, lub pierwsza i ostatnia ciepła przystawka przed daniem
głównym.
- Warzywa, warzywa, warzywa.
Są po prostu niezbędne. Nie silcie się na nic wyszukanego, wystarczą grillowane cukinie z oliwą i parmezanem
albo fasolka, dla odmiany posypana parmezanem.
- Zacznijcie od grissini. To
chyba nie wymaga komentarza. Wystarczy postawić obok na stole oliwę z czosnkiem
oraz guacamole zmieszane z suszonymi pomidorami i odrobiną jogurtu. Sprawdzą się też pomidorki koktailowe i plasterki szynki parmeńskiej. Bez żadnych udziwnień, prostota ma swój urok.
- Bez deseru ani rusz.
Preferowane wszelkie musy i tarty, najlepiej z nadzieniem limonkowym,
które Włosi pochłaniają bez opamiętania. W ostateczności zaakceptują owoce,
ale nie będą jakoś bardzo zadowoleni.
- Plastik czyni cuda. To
nieco kłóci się z moją wizją fajnego żarciowego spotkania, ale cóż. Kiedy
wchodzisz między wrony, zacznij krakać tak jak one. No to zaczęłam i mi
się całkiem spodobało. Liczy się smak, kolor jedzenia, atmosfera przy
stole, towarzystwo i wino (to z kartonu wymiata). A to czy jemy na
plastikowych talerzach…? Who cares? Mnie plastik urzekł. Wystarczy żeby
był kolorowy. Do tego fajne dodatki (świeczki, kolorowe serwetki itp.) i
od razu wieczór staje się przyjemniejszy i mniej obciążający dla
gospodarza.
| Przepis wkrótce. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz