czwartek, 27 czerwca 2013

Kryzys ekonomiczny we Włoszech

Nie pytajcie dlaczego wybrałam to zdjęcie, bo robiłam to na chybił trafił. 

Dziś będzie na poważnie. Nie można przecież wiecznie pisać o jedzeniu, bo wiadomo... bez względu na to co gadał Maslow, nie ono jest najważniejsze. 
Moje wpisy dotyczące Włochów mogą prowadzić do mylnego wrażenia, że na nich narzekam. Nigdy w życiu!!! Kocham ten naród miłością wielką i wydaje mi się, że nawet odwzajemnioną. Czuję się wśród nich cudownie i choć jestem patriotką w dobrym tego słowa znaczeniu wiem, że spokojnie mogłabym zostawić rodzinne miasto i zakotwiczyć się w Rzymie (Sieną też nie pogardzę). Nie zmienia to jednak faktu, że na każdym kroku przekonuję się o słuszności wszystkich stereotypów o Włochach, które usłyszałam przez całe moje bardzo krótkie życie. 

PO PIERWSZE: Tak to prawda, Włosi się spóźniają. Nie dlatego, że robią to złośliwie, nie dlatego, że nie szanują czasu drugiej strony i niestety również nie dlatego, że mają coś nagłego do załatwienia. Włosi spóźniają się bo po prostu nie zdają sobie sprawy z upływającego czasu. Nie wiedzą, że niektóre czynności zajmują nieco więcej czasu niż ten, w trakcie którego zdążą o nich pomyśleć. To takie proste, że aż śmieszne. Gdy się to zrozumie, po prostu nie da się na nich wkurzać za te 30 minutowe obsuwy.

PO DRUGIE: Tak to prawda, Włosi nie lubią pracować. Wykręcają się od tego jak mogą. Mogę posłużyć się cieplutkim, świeżutkim przykładem. Organizacja w której pracuję, zajmuje się osobami z niepełnosprawnymi umysłowo i ruchowo. Wychowawcy prowadzą z nimi zajęcia i organizują czas kiedy ich opiekunowie są w pracy. Jednak przy 40 C w cieniu pracuje się ciężko, w związku z tym zorganizowali grill party w wielkiej rezydencji jednej z wychowawczyń. Grill razem z przygotowaniami zają 6 godzin. Wzięli w nim udział wszyscy pracownicy i niektórzy opiekunowie. 7 godzin pracy minęło błyskawicznie. Impreza świetna, integracja ogarnięta, wszyscy zadowoleni... a może jednak nie... i tu przechodzimy do:

PO TRZECIE: Włosi nie lubią swojego stylu życia, choć z drugiej strony zupełnie nie są zainteresowani zmianami. Zaczyna się od niewinnego pytania "Dlaczego wybrałaś Włochy, dlaczego chcesz tu żyć?" Wtedy moją pełną zachwytu nad ich krajem odpowiedź kwitują krótkim: "Chyba żartujesz" po czym dodają całą listę wad, niedogodności, trudności, wytykają swoją opieszałość, brak zaangażowania. Kończą oczywiście na polityce, służbie zdrowia i podatkach. Kiedy mówię im, że w każdym prawie kraju narzeka się na polityków, służbę zdrowia i podatki, z pełnym politowania dla mojej ignoracji spojrzeniem, mówią: "Ale my mamy najgorzej".

Specjalistą nie jestem, ale takie nastawienie nie wpływa zbyt dobrze na ogólną kondycję kraju. Marazm się szerzy a kryzys coraz większy. Koło się zamyka, temat nie wyczerpany bo takich sprzeczności w życiu Włochów jest mnóstwo i nie omieszkam o nich wspomnieć. 

Tymczasem morału nię będzie bo jestem spóźniona na kolejne mało produktywne spotkanie, które pewnie skończy się butelką grappy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz